Letni deser owocowy i bliski finał białej sukienki

Upał, żar leje się z nieba, a jeść coś trzeba :) Mamy ochotę na lekkie posiłki. Ja lubię, by było ładnie, szybko i smacznie.

Proponuję mus wieloowocowy. Wykorzystujmy to, co przyniosło ze sobą lato. Owoców dostatek, więc sięgajmy po te pyszności na deser, drugie śniadanie czy też podwieczorek. 

Co nam jest potrzebne? Owoce, najlepiej polskie (są smaczne, słodkie, dla mnie najlepsze). Blendujemy je lub miksujemy, w razie potrzeby dodajemy miód i wlewamy warstwami do przeźroczystego naczynia. Tak przygotowany kolorowy posiłek zaspokoi nawet najbardziej wymagające podniebienia.

Czyż nie wygląda to ładnie i smakowicie ? 







A co na warsztacie?. No, dalej biała, letnia sukienka. Planowałam skończyć ją w tym tygodniu, ale ważniejsze sprawy zweryfikowały moje zamiary. Jednak już tuż, tuż :)




Pozdrawiam cieplutko :)

Pa, pa :)




 
Błękitny płaszczyk ze srebrną zapinką

Halo, halo :) Niebieski płaszczyk wydziergany. Trochę to trwało, bo życie pisze różne scenariusze, które nie zawsze zgadzają się z tymi naszymi.  Pomysłów na wykończenie dzianiny było wiele, ale nareszcie mamy finał :) Na razie upał, więc nowy ciuszek poczeka na chłodniejsze dni.

Ten pudełkowy fason płaszczyka nawiązuje do hitu lat 50. i 60. Prosty w formie jest pozbawiony kołnierza. 

Przody i tył płaszczyka wydziergałam w całości bez zeszywania boków i połączyłam na ramieniu używając trzech drutów. Rękawy i plisy wydziergałam, nabierając oczka wzdłuż robótki. W dole obydwu przodów jest taki mały detal, który zdobi dzianinę. Są to dorobione prostokąty w poprzek robótki. Kolejnym elementem ozdobnym są 2 blaszki z logo zaprojektowanym przez moją córkę specjalnie na potrzeby moich kolekcji. Jeden, mniejszy, z tych detali przypięłam na jednej części przodu, ...




...  a drugi, większy, na plecach u góry pod plisą. 




Na rodzaj zapięcia nie mogłam się zdecydować. W końcu przy dekolcie przyszyłam srebrną metalową zapinkę i mój niebieski jest już gotów do spaceru. 

 



Tymczasem na warsztacie w dalszym ciągu biała, letnia sukienka, której duży kawałek sprułam, bo nie uzyskałam efektu, który by mnie zadowolił. Teraz już wiem co dalej, więc: "Do dzieła!" :)

Pozdrawiam cieplutko :)

Pa, pa :)










Kocham słoneczniki. Biała sukienka rośnie :)

Kocham słoneczniki. Niosą ze sobą lato, uśmiech i piękno. Niezmiennie wędrują w ciągu dnia za słońcem, zwracając się ku temu, które niesie życie. Wielokrotnie obserwowałam podczas podróży zwrócone w stronę słońca główki tych wspaniałych kwiatów. Całe pola. Nie mogłam od nich wzroku oderwać. Ileż mocy jest w tym żółtym, słonecznym skarbie.  Z małego, niepozornego ziarna wyrasta ogromna roślina o mocnych korzeniach. Sadziłam kiedyś słoneczniki, a jesienią z trudem wyrywałam je z ziemi. Tak mocno trwały. Ileż dobrego jest w takim małym nasionku, skoro potrafi z niego wyrosnąć ponad dwumetrowe  "drzewo".

Na zdjęciach to słonecznik - miniaturka, tak do doniczki, na ozdobę. Wita wchodzących do domu gości.




Tymczasem biała sukienka  z bawełnianej nitki yarn art jeans (skład: 55% bawełna, 45% akryl; motek 50 gram,  160 metrów) powoli rośnie.


Za oknem pada deszcz, niebo kompletnie zachmurzone, 
ale i w taką pogodę trzeba znaleźć coś pozytywnego, czego i Wam, i sobie życzę.


Pozdrawiam cieplutko :)

Pa, pa :)







Letni wianek z kłosami zbóż

O wiankach pisałam już kilkakrotnie. One mnie urzekły. Mają dla mnie jakąś bliżej nieokreśloną moc. Może sentymentalną? Może to powrót do czasów beztroskiego dzieciństwa i pachnącej kolorowej łąki?

Lipcowe, gorące dni i przygotowania do warsztatów organizowanych z okazji II Międzynarodowych Małopolskich Spotkań z Folklorem, skłoniły mnie do wykonania wianka ze słomy owiniętego szyfonową wstążką. Jako że w polach zaczynają dojrzewać zboża, to wykorzystałam kłosy świeże i suche barwione na czerwono. Przymocowałam je do przygotowanej bazy za pomocą kleju na gorąco. Do tego biała hortensja z ogrodu, kilka czerwonych maków i błękitnych bławatków z delikatnej tkaniny. Jeszcze tylko ślimaki z konopnego sznurka i... dekoracja gotowa. Zawiśnie na drzwiach prowadzących do domu i będzie witać gości.











Moja wena nie zniknęła. Została tylko uśpiona. Pomysły są. Jednak bardzo poważne zadania i obowiązki nie pozwalają mi teraz na systematyczne fotografowanie i pisanie. Ciepły, niebieski płaszczyk, o którym już wcześnie wspominałam, jest  gotów. Na warsztacie mam białą letnią sukienkę.

Pozdrawiam cieplutko :)

Pa, pa :)








Obserwatorzy

Moja lista blogów