4 paź 2014

# handmade # inspiracje

Madame Chic i poplątane nitki

Lubię dziergać na drutach, lubię czytać. Jak zapewne zauważyłyście, to do tej pory nie chwaliłam się czytanymi książkami. Jakoś tak się nie składało. Jednak niedawno tak mnie zaintrygowała pozycja Jennifer L. Scott "Lekcje Madame Chic", że postanowiłam ją Wam polecić. "Teraz i Ty możesz stać się ikoną stylu! Wystarczy, że sięgniesz po poradnik "Lekcje Madame Chic" autorstwa Jennifer L. Scott. Autorka odkrywa sekrety życia francuskiej rodziny mieszkającej w ekskluzywnej szesnastej dzielnicy Paryża. Lekcji stylu udzielała jej sama Madame Chic. Dwadzieścia prostych rad i wskazówek wystarczyło, by Jennifer zaczęła wyglądać i żyć jak rodowita Paryżanka. Teraz czas na Ciebie!" *



A co dziergam? W roli głównej bolerko do ślubu w kolorze łososiowym. Idzie mi wolno, oj, bardzo wolno. Włóczka cieniutka, druty nr 3,5. A do tego doszło dużo prucia, oj, bardzo dużo prucia :( Dorabiałam plisę dookoła i z przodu, przez nieuwagę, dodałam z jednej strony za dużo oczek i... wyszła falbanka :( A na drucie było 530 czek! I to wszystko - aut :( Jeszcze raz. Niby posty fason, ściegi dżersejowy i francuski, a końca jak nie widać, tak nie widać :(



W koszyczku czeka na dokończenie czapka w kolorze fuksji robiona ściegiem angielskim i zielony sweterek. Gdzieś tam jeszcze w pracowni czeka na swoją kolejkę jasno szara tunika z warkocze. Jeszcze przed tym muszę wydziergać czarny komin w białe grochy. Oj, oj, plan na wrzesień nie został wykonany. Trzeba ostro wziąć się do pracy. Generalne sprzątanie domu musi poczekać. Ogarniam mieszkanie na bieżąco, ale czasem trzeba solidniej zadbać o własne gniazdko.




Tak szybciutko podzieliłam się z Wami moim czytaniem i "robótkowaniem".

Teraz zmykam już do pracy.

Na dworze chłodno i pochmurno, 
więc nie da się dziergać w ogrodzie na wygodnym łóżeczku.  

Zatem na kanapę i przed telewizor.



Pozdrawiam cieplutko, życząc Wam udanego weekendu :)

Pa, pa...




4 komentarze:

  1. Jakoś nie przepadam za tego typu książkami, ale robótka zapowiada się piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy pomysł na moher. Też mam go w sowich zapasach i czekam aż mnie natchnienie trafi i coś z niego wymyślę. Może właśnie jakiś sweterek? Tylko czy nie będzie za bardzo 'gryzł'? Super, że się tyle u Pani dzieje. Nie ma czasu na nudę i druty cały czas zajęte :)
    Pozdrowionka, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten moher, z którego robię, nie gryzie; jest milutki, mięciutki i przyjemny w dotyku.
      Praca mnie lubi, więc druty i ręce wciąż zajęte :)

      Usuń

Moja lista blogów

Obserwatorzy