13 paź 2017

Różowa czapka z odpinanym pomponem

października 13, 2017 9 Komentarze
Różowa czapka z alpiny była już prezentowana na blogu. Doszyłam do niej  pompon. Nowością w tym sezonie w mojej kolekcji jest to, że pompony są odpinane.  Dzięki temu można czapkę uprać, a naturalne futerko nie ulegnie zniszczeniu. 

Przypomnę, że alpina posiada ładny, gruby splot, jest sprężysta i miękka. Dobrze się z niej dzierga, nitka się nie rozwarstwia. Włóczka jest przyjemna w dotyku, a wyroby z niej wykonane są ciepłe. Świetnie nadaje się na zimowe czapki, szale, kominy, grube swetryDzianina nie rozciąga się w wodnej kąpieli, a podczas noszenia nie mechaci się.

Parametry włóczki: 
50% wełny,  50% akrylu
Motek to 100 gram / 100 metrów

Producent zaleca druty numer  6 - 7 (wybrałam 7). 





Różowa czapa dołączyła do kolekcji "pomponiastych".




Z alpiny wydziergałam już kilka dzianin. Poniżej podaję linki prowadzące do prezentacji projektów.

 Różowa czapka z warkoczem

12 paź 2017

Babka drożdżowa z ceramicznej formy

października 12, 2017 0 Komentarze
Babka drożdżowa z ceramicznej formy to niepowtarzalny klimat pieczenia i zupełnie inny smak ciasta niż to, które zostało zrobione w formie metalowej, czy silikonowej. Wyczuwa się tę subtelną różnicę. Temperatura w takim naczyniu wzrasta stopniowo, a ciepło rozprowadzane jest równomiernie, co gwarantuje idealne upieczenie ciasta i wydobycie aromatu. Ceramika wolniej przepuszcza ciepło, a dzięki temu trudniej w niej przypalić ciasto. Jej zaletą jest także to, że nie rdzewieje i nie traci kształtu. Dużym walorem ceramiki jest też jej wygląd. Ciasto z powodzeniem można podać na stół, nie wyjmując go z formy. Piękna ceramika może stanowić ozdobę kuchni. 

Zieloną formę zakupiłam w Pracowni Ceramikowej, która kultywuje tradycję garncarstwa. 



Składniki:

⇒ 500 g mąki pszennej (ja używam krupczatki);
⇒ 50 g drożdży
⇒ 200 ml ciepłego mleka
⇒ 130 g cukru
⇒ 1 jajo 
⇒ 130 g masła
⇒ szczypta soli

Sposób wykonania:
Połączyć wszystkie składniki, starannie je wyrabiając. Przełożyć do formy, odczekać, aż ciasto podwoi swoją objętość. Wstawić na 20 min do piekarnika nagrzanego do temperatury 50 ° C. Temperaturę zwiększyć do 200 ° C. Piec ok. 30 minut.

Uwaga
Należy pamiętać o tym, by sól nie zetknęła się bezpośrednio z drożdżami, bo ciasto nie wyrośnie.






Polecam upieczenie takiej pachnącej babki. To idealna propozycja na śniadanie z gorącym kakao lub aromatyczną kawą. Najlepiej taką z ekspresu z dodatkiem cynamonu lub imbiru. 





10 paź 2017

Szal w kolorze pudrowego różu

października 10, 2017 10 Komentarze
Nie tylko chłodne wieczory i poranki, także już całe dnie zachęcają już do tworzenia ciepłych szali. Dawno nie miałam na warsztacie takiego elementu garderoby, bo byłam zakochana w kominach. Tym razem jednak zapragnęłam zmiany. W tym sezonie będzie bardziej "szalikowo", niż "kominowo". 

Na druty wskoczyła alpina, jedna z moich ulubionych włóczek. Posiada ładny, gruby splot, jest sprężysta i miękka. Dobrze się z niej dzierga, nitka się nie rozwarstwia. Jest przyjemna w dotyku. Świetnie nadaje się na zimowe czapki, szale, kominy, grube swetryDzianina nie rozciąga się w wodnej kąpieli, podczas noszenia nie mechaci się.


Parametry włóczki: 
50% wełny,  50% akrylu
Motek to 100 gram / 100 metrów

Producent zaleca druty numer  6 - 7 (wybrałam 7). 


Na szal zużyłam 4 motki, jest więc duży. Można się nim owinąć 2 razy. Szal jest bardzo miękki i ciepły, ładnie się układa. Zrobiony został klasycznym francuzem.












Z alpiny wydziergałam już kilka dzianin. Poniżej podaję linki prowadzące do prezentacji projektów.

 Różowa czapka z warkoczem


7 paź 2017

Wiewiórka w ogrodzie

października 07, 2017 7 Komentarze
Wiewiórki to piękne i badzo wdzięczne zwierzątka. Te gryzonie poruszają się niezwykle zwinnie i szybko. Zawsze z przyjemnością  i uśmiechem przyglądam się tym sympatycznym zwierzakom. Wiewiórka potrafi biegać nawet po najcieńszych pędach, jest w nieustannym ruchu. Z łatwością przeskakuje z poruszającej się gałązki na odległość kilku metrów. Dość trudno uchwycić je w kadr, ale mnie się udało. Akurat miałam przy sobie aparat fotograficzny, gdy rudzielec odwiedził mój ogród. Podeszłam dość blisko i wykonałam kilka zdjęć, których jakość nie jest najgorsza. 

26 wrz 2017

Czarna czapka z pomponem

września 26, 2017 14 Komentarze
Tegoroczne lato skończyło panowanie. Jak dla mnie odeszło, zbyt szybko. Ale cóż, to jedna z tych rzeczy, na które wpływu nie mamy. Nie pozostało nic innego, tylko dostosować się i przygotować na nadchodzące chłodne i mroźne dni.

U mnie szykuje się kolekcja czapek z pomponami. Głowę trzeba chronić, bo przez nią tracimy bardzo dużą ilość ciepła. W tym roku wpadłam na pomysł, aby pompony były odpinane. Ułatwi to pranie czapek i ochroni futerko przed zniszczeniem. Pomysł niby prosty, ale jakże praktyczny. 

Na czapki wybrałam włóczkę, która od lat sprawdza mi się w wielu dzianinach. To alpaca

Parametry włóczki: 
50% wełny,  50% akrylu
Motek to 100 gram / 100 metrów
Producent zaleca druty numer  6 - 7 (wybrałam 7).


Włóczka posiada ładny, gruby splot, jest sprężysta. Dobrze się z niej dzierga, nitka się nie rozwarstwia. Jest przyjemna w dotyku. Świetnie nadaje się na zimowe czapki, szale, kominy, grube swetry.

Czapka została wykonana metodą bezszwową. O tym, jak rozpoczynać dzierganie czapki tym sposobem, pisałam w jednym z postów. Cieszył się on dużym powodzeniem, więc podaję link do niego - klik

Na druty nr 7 nabrałam 60 oczek i dziergałam ściegiem ryżowym podwójnym, dżersejowym lewym, który oddzielił od ryżu warkocze (9 oczek, 2 warkocze jeden na prawo, drugi na lewo, a pomiędzy nimi 1 o.p.) umiejscowione pośrodku czapki. Redukcję oczek wykonałam pod sam koniec robótki, przerabiając po 2 oczka razem z na ściegu ryżowym, a także na końcu i początku warkocza. Przez pozostałe oczka przeciągnęłam nitkę i zakończyłam robótkę. 

Na czapkę zużyłam 1 motek alpiny.







Z alpiny wydziergałam już kilka dzianin. Poniżej podaję linki prowadzące do prezentacji projektów.



20 wrz 2017

Zalipie - malowana wieś

września 20, 2017 29 Komentarze
Ostatnio mam szczęście bywać na szlaku architektury drewnianej. Po Lanckoronie (tutajtutaj tutaj) przyszedł czas na Zalipie. To wieś leżąca w województwie małopolskim na północ od Tarnowa. Miejscowość jest jak skansen, ale to żywy skansen, bo w malowanych domach mieszkają ludzie, a sztuka zdobienia zabudowań nie zaginęła. Malowane domy żyją, a sztuka ich zdobienia nie jest sztuką, którą ogląda się jedynie za szybą muzealnych witryn. Niecodzienna tradycja malowania kwiatów na domach, zabudowaniach gospodarskich, budach dla psów czy ogrodzeniach jest kultywowana do dziś. Nie wszystkie domy są malowane (te najnowsze nie są zdobione), jednak i tak podróż przez wieś robi niezapomniane wrażenie. W Zalipiu stoi około 40 malowanych domów.
Zalipie nazywane jest wsią malarek. Misternie wymalowane kwiatowe wzory są wszechobecne. Zalipie to perełka na mapie Małopolski. 
Chęć zdobienia domów wzięła się z powodów praktycznych. Na okopconych ścianach malowano kwiaty, by zasłonić ciemne plamy od dymu. Jak zwykle potrzeba znów sprawdziła się jako matka wynalazku. Zwyczaj zdobienia domostw sięga XIX wieku. Kwiaty nie tylko malowano, ale także wyrabiano je z bibuły. Bukiety czy pająki powstawały w rękach ludowych artystek, a rywalizacja pomiędzy gospodyniami rozwinęła sztukę zdobniczą.
Zalipie to rodzinna wieś Felicji Curyłowej - malarki, która kochała wzory ludowe. To ona zapoczątkowała tradycję malowania chat w Zalipiu i rozsławiła to miejsce w świecie.
"Felicja Curyłowa (1904-1974) - wybitna malarka zalipiańska, była jedną z pierwszych uczestniczek dorocznych konkursów „Malowana Chata”. Jej malowana zagroda jeszcze za życia malarki była najczęściej odwiedzana przez turystów. Po jej śmierci zagroda została zakupiona przez „Cepelię” i w 1978 r. przekazana Muzeum Okręgowemu w Tarnowie. 
W 1981 r. przeniesiono do tej zagrody z innej części wsi budynek z XIX w." 

17 wrz 2017

"Napój miłosny" w Lanckoronie

września 17, 2017 3 Komentarze
"Napój miłosny" to opera komiczna w 2 aktach włoskiego kompozytora Gaetano Donizettiego z librettem Felice Romani. 
Tym razem Opera Krakowska pokazała spektakl na rynku w niezwykle urokliwej Lanckoronie, perełce architektonicznej Małopolski. Wydarzenie przybył oglądać tłum ludzi. Było ok. 1000 osób. 
W spektaklu wzięli udział: Iwona Socha (Adina), Andrzej Lampert (Nemorino), Michał Kutnik (Belcore),Przemysław Firek (Dulcamara) Monika Korybalska (Gianetta). W Notariusza wcielił się znany krakowski poeta Bronisław Maj.
Aktorom towarzyszyli balet, chór i orkiestra Opery Krakowskiej pod dyrekcją Jewgienija Wołyńskiego. Kierownictwo artystyczne nad spektaklem sprawowali: Bogusław Nowak, Ryszard Melliwa, Bożena Pędziwiatr, Dariusz Pawelec i Magdalena Kut. Plastyczną wizję przedstawienia wymyślił Kazimierz Wiśniak - nestor krakowskich scenografów.
















Opera wykonana w architektonicznej przestrzeni lanckorońskiego rynku to niezwykłe wydarzenie, które idealnie wpisało się w niepowtarzalny koloryt małej miejscowości. Dane mi było wziąć w nim udział. 

Streszczenie libretta

Akt I
Gianetta i żniwiarze odpoczywają. Adina czyta, przygląda się jej zakochany Nemorino, smutny, bo ona nie traktuje go poważnie (aria “Quanto è bella”). Adinę rozbawiła przeczytana właśnie legenda o Tristanie i Izoldzie i o napoju miłosnym. Gdyby tak zdobyć tę receptę - żartuje Adina. Nemorino czuje, że ów napój byłby mu bardzo przydatny. Werble oznajmiają nadchodzący oddział żołnierzy. Dowodzi nim sierżant Belcore, który od razu zaczyna zalecać się do Adiny i nawet proponuje małżeństwo. Dziewczyna nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale pozwala żołnierzom odpocząć w wiosce, a żniwiarzy odsyła do pracy. Nemorino ma więc okazję, by wyznać miłość Adinie, lecz ona twierdzi, że nie potrafi oddać serca jednemu mężczyźnie - jest niestała jak wiatr, ale dzięki temu wolna (duet “Chiedi all’aura lusinghiera”).
Zbiegają się wieśniacy zaciekawieni przybyciem Dulcamary. Doktor, “encyklopedyczny specjalista”, jak mówi o sobie, ma lekarstwa na wszystkie dolegliwości i choroby (cavatina “Udite, udite o rustici”). Wprawia to wieśniaków w zachwyt, zwłaszcza że ceny leków nie są wygórowane. Nemorino prosi go o eliksir, który może obudzić miłość. Doktor sprzedaje mu drogo cudowny napój (w rzeczywistości butelkę lichego wina), który zacznie działać po 24 godzinach. Nemorino natychmiast wypija całą porcję i jest tak szczęśliwy, że przestaje zwracać uwagę na Adinę, skoro nazajutrz i tak miłość się w niej obudzi. Adina podejrzewa, że Nemorino przestał ją kochać, więc kiedy ponownie pojawia się Belcore, oznajmia, że w ciągu tygodnia może go poślubić, co pobudza do śmiechu Nemorina. Żołnierze przynoszą nowe rozkazy: oddział ma nazajutrz opuścić wioskę. Adina postanawia zatem, że ślub odbędzie się natychmiast. Zrozpaczony Nemorino błaga, by poczekała do jutra. Wierzy, że napój zadziała do tego czasu, i przekonuje dziewczynę, że będzie żałowała pochopnej decyzji. Adina chce dać mu nauczkę i prosi, by Belcore posłał po notariusza, a całą wioskę zaprasza na wesele. Nemorino wzywa na pomoc Dulcamarę, co wzbudza ogólną wesołość.
Akt II
W czasie weselnego śniadania doktor Dulcamara zabawia gości barkarolą o starym senatorze i pięknej gondolierce, wtóruje mu Adina. Przybył notariusz, Belcore proponuje podpisanie kontraktu, lecz Adina zwleka, gdyż znikł gdzieś Nemorino, a jej zależy, by się na nim zemścić. Tymczasem Nemorino, przekonany, że wszystko już stracone, błaga Dulcamarę o jeszcze jedną butelkę napoju miłosnego. Niestety, nie ma czym za nią zapłacić, a szarlatan daje mu mało czasu na zdobycie pieniędzy. Na szczęście pojawia się Belcore i narzeka, że Adina odłożyła ślub do wieczora. Kiedy sierżant słyszy o finansowych kłopotach Nemorina, proponuje mu, by zaciągnął się do wojska. Natychmiast otrzyma żołd, a w mundurze z pewnością spodoba się dziewczętom. Nemorino wie, że być żołnierzem to zajęcie niebezpieczne, ale może jeszcze przed wymarszem z wioski zdoła zdobyć serce Adiny - podpisuje więc dokumenty i bierze pieniądze.
Podniecona Gianetta opowiada dziewczętom, że właśnie zmarł bogaty wuj Nemorina i zostawił mu pokaźny majątek. Kiedy pojawia się Nemorino, lekko już zamroczony nadmiarem eliksiru, wszystkie panny zaczynają się do niego zalecać, a ponieważ nie wie nic o spadku, sądzi, że to eliksir zaczął działać. Adina dowiaduje się od Dulcamary, że Nemorino sprzedał swą wolność, by zdobyć napój miłosny. Zaczyna rozumieć, że postąpiła źle, a Dulcamara, spostrzegłszy, że kocha Nemorina, jej także proponuje eliksir. Dziewczyna uważa jednak, że do męskiego serca łatwiej trafić dzięki pięknym oczom. Nemorino ma nadzieję, że łza, którą widział u Adiny, być może jest dowodem, że ona go kocha. Jeśli nie - pozostaje mu tylko śmierć (aria “Una furtiva lagrima”). Adina odkupiła od sierżanta Belcore dokumenty, jakie podpisał Nemorino, ten jednak oświadcza, że woli żołnierską śmierć niż życie bez miłości. Dopiero wtedy Adina wyznaje, że go kocha. Belcore próbuje się pocieszyć: świat pełen jest pięknych dziewcząt. A szczęśliwe połączenie Adiny i Nemorina daje Dulcamarze okazję, by zachwalać cudowny napój miłosny, który sprowadza na człowieka nie tylko miłość, ale i bogactwo.
Jacek Marczyński „Przewodnik operowy”, Świat Książki 2011

15 wrz 2017

Lanckorona na szlaku architektury drewnianej

września 15, 2017 5 Komentarze
"Lanckorona to malownicza wieś oddalona zaledwie o 36 km od Krakowa i 7 km od Kalwarii Zebrzydowskiej. Położona na najwyższym wzniesieniu w okolicy - Górze Lanckorońskiej (550 m n.p.m) oferuje widoki na Tatry i Babią Górę. Lanckorona była niegdyś ulubionym miejscem wypoczynku malarzy, pisarzy i artystów, którzy szukali natchnienia wśród pięknych krajobrazów i urokliwych drewnianych domków. Do dziś jest jedną z najpiękniejszych wsi w Małopolsce." *





Lanckorona leży na szlaku architektury drewnianej. Doskonale zachowała się tu małomiasteczkowa XIX-wieczna zabudowa drewniana. To piękny zakątek Małopolski, gdzie panuje wspaniała atmosfera i przyjazny klimat. Spacer uliczkami tej uroczej miejscowości i oglądanie pięknych, starych, zadbanych domów za każdym razem pozwala poczuć przyjazną atmosferę. Panuje tu niczym nie zmącona cisza i błogi spokój. Drewniane, stare domy są pięknie utrzymane, zadbane. 

Miejscowość gościła plejady gwiazd – wybitnych polskich malarzy, fotografów, aktorów, reżyserów, pisarzy. Zawitali tu m.in. Marek Grechuta, Wojciech Pszoniak, Andrzej Wajda, Adam Hanuszkiewicz, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Trela. Bywali tu też politycy - Józef Piłsudski, Józef Beck, Ignacy Mościcki. Lanckoronę odwiedzał również sam Karol Wojtyła. 

11 wrz 2017

Podróż po stylach! Mediolan, Wenecja, Oslo! Jak wyglądają mieszkania w tych miastach?

września 11, 2017 2 Komentarze
Urządzanie własnego mieszkania to często poszukiwania niebanalnych rzeczy i mebli, które potrafią przeciągać się w nieskończoność. Jednym z głównych problemów, jakie trapią osoby zajmujące się urządzaniem swoich wnętrz jest wybór odpowiednich mebli i dodatków. Mimo, że w sklepach możemy znaleźć ich obecnie naprawdę sporo. Problem tkwi bowiem w stworzeniu spójnej kompozycji, która będzie prezentować się doskonale a jednocześnie zapewni nam komfort. Sprawdźmy więc, jak radzą sobie z tym mieszkańcy innych krajów. To doskonałe źródło inspiracji.

Mediolan - biel króluje
Mediolan - słoneczne włoskie miasto. Stolica mody oraz dobrego jedzenia. Widać to nie tylko na ulicach ale również w domach mieszkańców, które są eleganckie i nowoczesne. Każdy element wystroju wnętrz jest starannie dobrany. Co ciekawe, mieszkańcy tego miasta w większości malują swoje mieszkania na biało. Dzięki temu zyskują przestrzeń oraz wrażenie optycznego powiększenia mieszkań. Sercem domu jest kuchnia. I to właśnie tam znajdziemy funkcjonalne meble modułowe które zapewniają komfort całej rodzinie. Podobnie jest zresztą w innych wnętrzach. Włosi wybierają to, co proste i funkcjonalne doskonale łącząc to z dodatkami, które sprawiają, że wnętrza nie są nijakie i chłodne. Choć ozdoby w mediolańskich mieszkaniach są nieliczne dodają klimatu i włoskiego charakteru. Połączenie bieli z intensywnymi barwami mebli lub dodatków tworzy bardzo ciekawy efekt.

Wenecja - wykorzystuj to, co za oknem
Wenecja to kolejne włoskie miasto, które może stać się dla nas inspiracją. W mieszkaniach tych bardzo ważny jest widok za oknem. Mieszkańcy Wenecji doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przyszło im żyć w pięknym, klimatycznym mieście i starają się maksymalnie to wykorzystać. Z bardzo udanym skutkiem.

Mieszkania w Wenecji to połączenie nowoczesności z klasyką. Jej mieszkańcy chętnie wykorzystują również motywy znane ze swojego miasta jak choćby weneckie maski. Królują jasne kolory oraz klasyczne akcenty w wyborze mebli i dodatków. Całość prezentuje się naprawdę ciekawie i może być źródłem wielu pomysłów, które warto przenieść na polski grunt.

Oslo - elegancja w stylu norweskim
Oslo to jedno z miast Norwegii, w którym króluje styl skandynawski w nowoczesnej, odświeżonej formie. W mieście tym znajdziemy mieszkania proste, jasne i przestronne, które zapewniają maksimum komfortu. Króluje biel, chłodne odcienie błękitu oraz beże. Całość połączona jest z dodatkami w intensywnych, ciemniejszych kolorach oraz z litym, naturalnym drewnem w jasnych barwach. Dodatki dobierane są oszczędnie i ze smakiem.
Co ważne, mieszkańcy Oslo znaczną uwagę przywiązują do wyboru odpowiednich mebli. Są wśród nich głównie nowoczesne meble modułowe, które można w dowolny sposób łączyć ze sobą oraz przestawiać. Dotyczy to nie tylko regałów czy szafek, ale również miękkich i solidnych zestawów wypoczynkowych. Całość tworzy radosny i świeży efekt, który może być doskonałą inspiracją. Norweski styl w dużym stopniu wpłynął na design polskiego producenta mebli tapicerowanych Adriana Furniture.

8 wrz 2017

Razowe bułeczki z ziarnami

września 08, 2017 5 Komentarze
O zaletach pełnoziarnistego pieczywa nie trzeba nikogo przekonywać. Ale dla przypomnienia napiszę kilka słów (podaję za: klik). Nieoczyszczona mąka, zrobiona z całych ziaren zboża, jest cennym źródłem składników odżywczych. To czyni pieczywo jednym z najzdrowszych produktów. Jest ono bogate w minerały, witaminy i błonnik. Ten ostatni korzystnie wpływa na pracę jelit, wpływa na szybsze uzyskanie sytości oraz usuwa z organizmu tłuszcz i szkodliwe substancje.  

Warto zatem spożywać pełnoziarniste pieczywo. Korzyści będą dla naszego organizmu ogromne:
⇒ prawidłowe działanie układu pokarmowego;
⇒ zmniejszenie ryzyka różnego rodzaju chorób serca;
⇒ uczucie sytości;
⇒ mniejsze ryzyko nadwagi;
⇒ redukcja zagrożenia cukrzycą;
⇒ poprawa samopoczucia;
⇒ kontrola wagi;
⇒ ochrona przed rozwojem chorób nowotworowych;
⇒ zmniejszenie ryzyka doznania udaru mózgu.

Bezsprzecznie wiele jest tych zalet i to bardzo spektakularnych. Jedzmy więc pieczywo pełnoziarniste. Wypiekając je samodzielnie będziemy mieć pewność, co jemy. Na rynku mamy wiele rodzajów pieczywa, które jedynie z nazwy jest pełnoziarniste.

Zrobienie smacznych i wartościowych bułeczek nie jest skomplikowane.


Składniki:
⇒ 100 g mąki pełnoziarnistej;
⇒ 400 g mąki pszennej (ja używam krupczatki);
⇒ 40 g drożdży;
⇒ 220 g ciepłej wody;
⇒ 40 g oleju rzepakowego;
⇒ 1 ½ łyżeczki soli
⇒ szczypta cukru;
⇒ ziarna słonecznika, maku, dyni, siemienia lnianego, sezamu (mieszanka lub do wyboru);
⇒ 1 jajko (opcjonalnie).


Sposób wykonania:
Wszystkie składniki połączyć ze sobą (oprócz jajka) i starannie wyrobić. Można to zrobić ręcznie lub za pomocą dostępnego robota kuchennego. Podzielić ciasto na 8 części i uformować bułeczki, które mogą przyjąć formę kajzerek, ślimaków, czy plecionek. Posmarować rozbitym jajkiem lub wodą ze szczyptą cukru. Bułeczki posypać ziarnami. Odstawić przykryte lnianą ściereczką  w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Wstawić do chłodnego piekarnika ustawionego na 200°C i piec 20 - 30 min. Bułeczki powinny uzyskać piękny, złoty kolor. Będą chrupiące. 

Uwaga!

Pamiętać należy o tym, by soli nie wsypać na drożdże, bo ciasto nie wyrośnie.












Przepisy na domowe pieczywo opublikowałam pod tymi linkami:
grahamki;

Wszystkie podane przeze mnie propozycje na samodzielnie zrobione pieczywo nie wymagają dużej ilości czasu, są sprawdzone i każda zapracowana osoba z pewnością sobie poradzi.





6 wrz 2017

Lekki deser z borówkami amerykańskimi

września 06, 2017 4 Komentarze
Jest wiele przepisów na ciasta, do których używa się samych żółtek. Zostają wtedy białka. Co z nimi wtedy zrobić? Jest wiele sposobów. Ostatnio wymyśliłam deser. Ponieważ się udał, więc chciałam się nim podzielić. Jest bardzo smaczny i robi się go ekspresowo. Pamiętać jednak należy, aby przed rozdzieleniem żółtek od białek sparzyć jajka. Ma to na celu zmniejszenie ewentualnego ryzyka salmonelli. Robimy to wtedy, gdy będziemy spożywać jajka nie poddane obróbce termicznej. 

Składniki:
⇒ 2 białka,
⇒ 2 łyżki cukru pudru (kto lubi mniej słodkie może dodać 1 łyżkę cukru),
⇒ 1 łyżka kakao,
⇒ borówki amerykańskie,
⇒ listek świeżej mięty,
⇒ kilka kropli soku z cytryny,
⇒ szczypta soli.

Cukier puder można zastąpić stewią.

Sposób wykonania:
Do białek dodajemy szczyptę soli i ubijamy je do zbielenia. Dosypujemy cukier puder, wlewamy kilka kropli cytryny i ubijamy na sztywno. Połowę masy wykładamy do pucharka. Pozostałą jej część łączymy, miksując, z kakao. Kakaową masę wykładamy na masę białą, dodajemy borówki amerykańskie i dekorujemy świeżą miętą.

Deser robimy tuż przed podaniem.





Inne sposoby na wykorzystanie białek opublikowałam już wcześniej. Poniżej podaję linki i zapraszam do lektury: 




5 wrz 2017

Co nam daje blogowanie? Które blogi mnie inspirują?

września 05, 2017 15 Komentarze
Do pisania bloga skłoniła mnie rozmowa z pewną blogerką o pięknym imieniu Alicja. Podobnie jak i ona, inspiracji do pisania szukałam we własnych zasobach myślowych, w pasjach, zainteresowaniach, potrzebach. Myśli o tym, co o czym chcę pisać krążyły w mojej głowie, dojrzewały jak ciasto drożdżowe w kadzi. Często bywało tak, że nie mogłam zasnąć, bo pomysły narastały, krążyły, pojawiały się niemal obrazy tychże koncepcji. W końcu projekt przeobraził się w rzeczywistość. Powstał blog, który w ciągu trzech lat jego bycia w internetowej rzeczywistości przechodził pewne przeobrażenia, ale jego idea pozostawała niezmienna. Piszę o tym, co mnie interesuje, pozwala przyjemnie spędzić czas. Piszę o tym co tworzę, od czasu do czasu przemycając w artykułach przemyślenia. Mój blog ma w zamiarze ukazanie radości, które czerpiemy z życia, ma dać odprężenie i przyjemność z jego czytania. Mam nadzieję, że założone przeze mnie cele są osiągane.


Po co piszę? 
⇒ Bo lubię.
⇒ Bo chcę.
⇒ Bo sprawia mi to przyjemność.
⇒ Bo lubię swoje myśli i pomysły przeobrażać w słowa.
⇒ Bo lubię dzielić się własnymi projektami.
⇒ Bo sprawia mi przyjemność to, że odwiedzają mnie ludzie z całego świata.
⇒ Bo mogę korzystać z zasobów innych.
⇒ Bo mogę odwiedzać tych blogerów, którzy zostawiają u mnie komentarze, a tym samym zaznaczając adresy do swoich stron.
⇒ Bo poznaję wielu ciekawych ludzi i wymieniam się z nimi spostrzeżeniami dotyczącymi różnych dziedzin życia.
⇒ Bo się kształcę.
⇒ Bo z pisania czerpię korzyści materialne (o tym napiszę jeszcze słów kilka).

Przyszedł, czas na podzielenie się z Wami tym, z czego czerpię natchnienie, inspirację, wiedzę i radość czytania. Pierwszy z linków nich prowadzi do bloga prowadzonego przez uroczą panią Alicję, która dała mi pierwszy impuls, co zaznaczyłam na początku artykułu.

Lista blogów

Dodam jeszcze, że nie jest to pełna lista. Blogów, na które zaglądam jest o wiele więcej. Przy innej okazji jeszcze je zaprezentuję.

Proszę też zajrzeć tutaj:

2 wrz 2017

UV – ciesz się słońcem, ale chroń swoją skórę!

września 02, 2017 5 Komentarze
Lubię słońce, kocham lato. Choć ono ma się ku końcowi, to warto wciąż pamiętać o tym, jak korzystać z promieni słonecznych. Dość często wyjeżdżam w ciepłe kraje. Chronię jednak swoją skórę, bo to organ, który z kolei osłania wszystkie pozostałe nasze narządy. Do opalania zawsze podchodziłam z rozsądkiem.

"Lato – dla wielu osób czas zasłużonego urlopu, odprężających kąpieli słonecznych, a także lekkich ubrań i okazji do uzyskania atrakcyjnej opalenizny. Nie należy jednak zapominać o drugiej stronie medalu – czyli o promieniowaniu ultrafioletowym oraz jego szkodliwym wpływie na ludzkie zdrowie. Zwłaszcza, że tak naprawdę wspomniany problem dotyczy całego roku, a nie tylko okresu wakacyjnego

Jak zatem możemy zapewnić sobie odpowiednią ochronę przed słońcem?


UVA i UVB to typy promieniowania słonecznego, oddziałującego na naszą skórę. Co je różni? Pierwszy z nich dociera do warstwy skóry właściwej oraz powoduje uszkodzenie włókien elastynowych i kolagenowych, co przyspiesza procesy starzeniowe. Jest więc bardziej szkodliwy, szczególnie, że ma wpływ na nasze ciało przez okrągły rok. Zaś drugi rodzaj promieniowania występuje jedynie wtedy, gdy mamy kontakt z widocznym na niebie słońcem. To on odpowiada za opaleniznę, ale i czucie ciepła, reakcje alergiczne czy oparzenia. Co więc łączy oba typy promieniowania UV? Przed każdym z nich powinniśmy chronić skórę, stosując właściwe blokery przeciwsłoneczne.

Negatywny wpływ promieniowania słonecznego
Dlaczego coraz częściej mówi się o tym problemie? Ponieważ nie chodzi już tylko o oparzenia, jakich można nabawić się podczas długiego pobytu latem na plaży. Promienie słoneczne dodatkowo wspomagają proces fotostarzenia, a także niszczą elastynę i kolagen, naruszając strukturę skóry. Decydują też o szybszym rozwoju wolnych rodników, tym samym wpływając destrukcyjnie na DNA komórkowe. W wyniku tych działań skóra staje się cieńsza, wrażliwsza, zaczerwieniona oraz obrzęknięta. Oprócz tego, promienie UV są w stanie doprowadzić do reakcji alergicznych, trudno usuwalnych przebarwień, a nawet i rozwoju choroby nowotworowej skóry.

Szczególną ochroną przed szkodliwym działaniem słońca trzeba otoczyć małe dzieci. Poparzenia występujące już we wczesnym wieku zwiększają bowiem prawdopodobieństwo pojawienia się groźnych chorób w przyszłości. W związku z tym, tak ważne jest, aby w upalne dni dziecko miało na sobie przewiewne ubranko i odpowiednie nakrycie głowy, a także stale uzupełniało płyny. Nie można również zapominać o stosowaniu właściwych filtrów UV.

Fototyp oraz skala Fitzpatricka
Jak łatwo zauważyć, ludzie nie opalają się zawsze w ten sam sposób. Czym jest w ogóle opalenizna? To nic innego, jak naturalna, przeciwsłoneczna bariera ochronna skóry. Oczywiście, różni się ona w zależności od osoby. Dlatego jedni natychmiast uzyskują złocisty lub brązowy kolor ciała, inni zaś – czerwony, opalając się „na raka”. Efekty te zależą od naszego fototypu. Fitzpatrick, w swojej klasyfikacji rodzajów skóry, wyszczególnił jego 6 odmian.

1. Blady, prawie biały kolor skóry. Oczy najczęściej zielone bądź niebieskie, zaś włosy – rude lub blond. Ten typ skóry bardzo trudno się opala, za to praktycznie zawsze ulega poparzeniom słonecznym.
2. Blady kolor skóry. Oczy niebieskie bądź zielone. Ten rodzaj skóry też trudno się opala i łatwo ulega poparzeniom.
3. Ciemniejszy kolor skóry (która nadal jednak pozostaje jasna). Opala się dopiero po wystąpieniu wcześniejszego poparzenia.
4. Jasnobrązowy kolor ciała. W przypadku tego rodzaju skóry poparzenia występują rzadko, zaś łatwiej jest o opaleniznę.
5. Brązowy kolor skóry. Ten typ charakteryzują predyspozycje do łatwego uzyskania opalenizny, a także rzadko występujące oparzenia.
6. Ciemnobrązowy lub czarny kolor skóry. W tym przypadku najłatwiej o opaleniznę, natomiast oparzenia nie występują w ogóle.

Filtry chroniące przed promieniowaniem UV
Ciało człowieka posiada naturalną barierę – skórę – chroniącą go przed słońcem. Jednak skutki promieniowania ultrafioletowego pokazują, że często jest ona niewystarczająca. Dlatego właśnie powstały rozmaite blokery, które mają za zadanie dodatkowo zabezpieczyć skórę.

Na rynku dostępne są różne rodzaje filtrów UV. Niemniej, dzielą się one przede wszystkim na 2 rodzaje: preparaty fizyczne (mechaniczne) oraz chemiczne (organiczne). Pierwsze zwykle zawierają tlenki tytanu i cynku. Kosmetyki te polegają na pokryciu ciała powłoką odbijającą promienie słoneczne. Jednocześnie trzeba przyznać, że są one tłuste, trudne w rozsmarowywaniu oraz pozostawiają na skórze biały film. Tymczasem drugi rodzaj blokerów ma odmienne działanie. Składniki tych preparatów umożliwiają pochłanianie promieni słonecznych. Wspomniane filtry najczęściej posiadają lekką formułę, co sprawia, że szybko ulegają wchłonięciu przez skórę i nie są lepkie (tak więc idealnie nadają się również do ochrony cery tłustej). Dodatkowo, intensywność działania blokerów określona jest przez wskaźnik SPF (Sun Protection Factor), czyli poziomu zabezpieczenia przed promieniowaniem UVB. W tym przypadku także możemy mówić o zróżnicowanych produktach kosmetycznych. Ich poziom ochrony przeciwsłonecznej potrafi wynieść od 5 do nawet ponad 50 SPF.

Pamiętajmy jednak, że nawet filtry o najwyższym, wspomnianym wskaźniku, nie zapewnią maksymalnej ochrony przed słońcem. Niemniej, jeśli odpowiednio będziemy je stosować, szkodliwość promieni UV na skórę zostanie obniżona. W tym celu trzeba pamiętać, aby na odkryte partie ciała nałożyć filtr o odpowiedniej mocy przynajmniej 30 minut przed wyjściem na słońce. Równie ważne jest ponowne stosowanie wspomnianego preparatu – zarówno po upływie około 2 godzin, jak i po każdym wytarciu się ręcznikiem czy też po kąpieli."

Źródło: www.Qclinique.pl