Świeżo wyciśnięty sok z buraka ma wiele cennych właściwości. Nie wszyscy jednak lubią jego smak, proponuję więc wykorzystać go do zrobienia czerwonego barszczu.
Ugotować 2 średniej wielkości buraki z dodatkiem 1 łyżki octu jabłkowego w 1½ l wody i bulionu warzywnego. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Wlać szklankę świeżo wyciśniętego soku z pozostałych buraków (nie gotować). Podawać z fasolą jasiek lub ugotowanym na twardo jajkiem.
Pociąć wszystkie warzywa na kawałki, włożyć je razem z ziołami do naczynia miksującego, rozdrobnić. Dodać sól, białe wino, oliwę z oliwek, gotować 40 min bez przykrycia. Dodać parmezan i zmiksować. Przełożyć do szczelnie zamkniętego słoika, pozostawić do ostygnięcia.
Tak przygotowany bulion wykorzystamy do wszystkich rodzajów zup i mięs.
"Wiosna, wiosna, ach to ty..." - śpiewał wybitny polski artysta Marek Grechuta.
Wiosna to piękna pora roku. Następując po mroźnej i śnieżnej zimie, niesie słońce, kwiaty, radość. Wszyscy z utęsknieniem czekamy na jej nadejście. Do 21 marca pozostał jeszcze tydzień, jeszcze trwa kalendarzowa zima, ale w moim ogrodzie jest już wiosennie.
W marcu zaczynam sadzenie kwiatów w skrzynkach. Wybieram słodkie bratki i miniaturowe żonkile. I jedne, i drugie zniosą ewentualne mrozy i śnieg. A jakże przyjemnie przyglądać się kwiatom, oczy spragnione są takiego widoku.
Bratki przetrwają kilka miesięcy, a żonkile, po przekwitnięciu, wysadzę do gruntu. W następnym roku zażółcą się na przydomowych rabatach.
Jedna ze skrzynek stanęła na parapecie kuchennego okna na piętrze domu. Kiedy krzątam się, przygotowując posiłki, z przyjemnością zerkam na kolorowe bratki i żółte żonkile. Kwiaty widać też z ulicy, pięknie zdobią dom.
Żonkile posadziłam również w ocynkowanym wiaderku przy wjeździe do garażu. Wspaniale się prezentują.
Kwiaty znalazły również miejsce na parapetach okiennych przy wejściu do domu. Swą urodą witają domowników i gości.
Bratki - czyż nie są piękne? Niezwykle wdzięczne, urokliwe.
Czy w Waszych ogródkach też już robi się wiosennie?
Raz po raz moim oczom pojawiały się szydełkowe maskotki. To niezwykle urokliwe zabawki, miękkie, w sam raz do przytulania. Kiedy już było wiadomo, że na świecie pojawi się wnusia, wiedziałam, że sięgnę po szydełko i wydziergam amigurumi.
"Amigurumi - japońska sztuka szydełkowania wypychanych zabawek (maskotek), zwykle zwierząt, a często także postaci z anime, filmów, gier lub przedmiotów z ludzkimi cechami (np. oczami). Maskotka zalicza się do amigurumi, gdy jest zdeformowana w sposób nazywany chibi (głowa nieproporcjonalnie duża wobec tułowia, małe kończyny, oczy nieproporcjonalnie duże wobec twarzy). Amigurumi są przeznaczone głównie do kolekcjonowania, rzadko do zabawy dla dzieci. Początek ich popularności przypada na 2003 rok." *
Pierwsze amigurumi nie było jednak dla niej przeznaczone dla naszej Laurki. O zrobienie zabawki poprosiła mnie moja była uczennica, która spodziewa się dzidziusia. Posłała mi nawet wzór królika, który jej się spodobał, ale schemat podany w nieznanym mi języku wykluczył wydzierganie takiej samej zabawki. Uruchomiłam więc swoją wyobraźnię i zrobiłam pierwszą szydełkową maskotkę. Królik jest dość duży, ma około 40 cm długości. Praca nad taką zabawką to kilkanaście godzin pracy, nie dziwi więc fakt, że ceny ręcznie robionych maskotek są wysokie.
Włóczka ma szerokie zastosowanie, jest doskonała na dzianiny na każdą porę roku. Połączenie bawełny z akrylem daje wyczuwalną miękkość i jest przyjazna dla najbardziej wrażliwych i wymarzona dla dzieci.
Lekko matowa nić w bardzo wielu pięknych pastelowych kolorach daje wiele możliwości na tworzenie niepowtarzalnych dzianin i nieograniczoną zabawę kolorami.
Zabawka została wypchana wypełniaczem poliestrowym. Można ją prać w pralce w temperaturze 40° C. Najlepiej włożyć maskotkę do woreczka na pranie. Wtedy mamy pewność, że zabawka nie ulegnie zniszczeniu.
Czym jest hobby? I czy warto je mieć? To pytania, na które postaram się dziś znaleźć odpowiedź.
Na początek przytoczę definicje, które zaczerpnęłam z dostępnych słowników. Pierwsza z nich jest bardzo lakoniczna i brzmi tak: "Hobby - szczególne zamiłowanie do czegoś" (Słownik języka polskiego PWN).
Druga jest bardziej rozbudowana i dotyka zasadniczych spraw związanych z posiadaniem hobby. W niej zawarte są już częściowo odpowiedzi na postawione wyżej pytania: "Hobby - czynność wykonywana dla relaksu w czasie wolnym od obowiązków. Może łączyć się ze zdobywaniem wiedzy w danej dziedzinie, doskonaleniem swoich umiejętności w pewnym określonym zakresie albo też nawet z zarobkiem. Hobbyści-amatorzy liczni są w niektórych dziedzinach nauki, np. entomologia, botanika, zoologia, przyczyniając się do ich rozwoju. Wiele dyscyplin naukowych zawdzięcza swoje początki hobbystom, np. polska trichopterologia rozwijana była przez Józefa Dziędzielewicza.
Rozwinę temat na przykładzie prac manualnych, bo to moja największa pasja.
Prace ręczne są bardzo zajmującym i ciekawym zajęciem, które stymulują pracę mózgu i rozwijają umiejętności pomocne w życiu codziennym. Wiele źródeł podaje, iż są one wspaniałą formą terapii na stres i depresję. Udowodniono, że prace manualne podnoszą poziom hormonów „dobrego samopoczucia” oraz relaksują. Stosowane są w terapii zajęciowej służącej uaktywnieniu pacjenta oraz poprawieniu jego zdrowia psychicznego i fizycznego. Systematyczne wykonywane prace ręczne podnoszą sprawność motoryczną, koncentrację, pamięć, koordynację wzrokowo - ruchową, pomysłowość, dodają pewności siebie, zwiększają poczucie własnej wartości. Są doskonałym sposobem na wypełnienie czasu, oderwanie się od kłopotów dnia codziennego, twórcze poszukiwania. To również dobry sposób na oderwanie się od codziennej rutyny i problemów, na które napotykamy. Niosą ze sobą wyciszenie, relaks, przyjemne chwile, przynoszą wymierne korzyści w postaci wykonanych wytworów. Zdałam sobie też sprawę z tego, że wykonywanie prac manualnych zwiększa szansę na znalezienie pokrewnych dusz. Będą użytkownikiem Facebooka mam możliwość nawiązania kontaktów z osobami mającymi zainteresowania podobne do moich, wymiany doświadczeń, nabywania nowych umiejętności, dzielenia się wiedzą. Nie ulega więc wątpliwości, że hobby, jakiekolwiek by nie było, przynosi ze sobą wiele korzyści dla nas samych i dla naszego otoczenia. Jeśli tak się zdarzyło, że jeszcze nie udało się Państwu odnaleźć pasji dla siebie, to warto analitycznie przyjrzeć się annałom drzemiącym we własnych głowach, poszukać wokół siebie i odszukać swojego konika. Jestem ciekawa jaka pasja zawładnęła Państwem bez reszty. Proszę się z nami podzielić uwagami.
Ręce nie mogą się obejść bez dziergania. Zapasy włóczek czekają. Uplotły się więc kolejne kilometry warkoczy. To bardzo efektowne ściegi. Pasują do niemal każdej włóczki. Kombinacje przeplatania oczek nie mają końca. Można dziergać warkocze z parzystej i nieparzystej ilości oczek, można te oczka krzyżować w różnej odległości od siebie - co kilka, kilkanaście rzędów. Nasza wyobraźnia podpowie jak te warkocze ukształtować. Zawsze osiągniemy ciekawy efekt. Tym razem warkocze zaplotły się na kolejnej dekoracyjnej poduszce, wzbogacając moją kolekcję sweet home.
Tak się zaczęło.
Po praniu i blokowaniu prezentuje się już elegancko.
Poduchę wydziergałam z włóczki specjalnie przeznaczonej na czapki, dodatki i akcesoria ''home deco'' typu poduszki, kosze, dywaniki itp. Włóczka jest bardzo przyjemna w dotyku, ale też jednocześnie lekko sztywna, dzięki czemu dekoracyjne dzianiny prezentują się elegancko. Mowa o włóczce Hawai. Nitka nie rozdwaja się podczas dziergania, gładko schodzi z drutów. To już kolejna poducha z tej włóczki. I pewnie będę do niej wracać, mając nadzieję, że nie zniknie ze sklepów.
Parametry włóczki: - motek: 100g / 130m, - skład: 60% bawełna, 40% akryl - zalecane druty 6 - 7 Tym razem poduchę wydziergałam na drutach nr 6. Ścieg jest dość ścisły, warkocze świetnie się prezentują. Jak w formacie 3D. Poniżej podaję linki do wpisów prezentujących poduchy z mojej, dość już bogatej, kolekcji. ⇒ Zielona poduszka
Luty, zima, śnieg. Na taką okoliczność przyrody potrzebny jest ciepły komplet, coby się opatulić i ogrzać. Wtedy mróz i wiatr nie będzie nam straszny i można zaliczyć codzienny spacer. Tak dla zdrowotności i dla dobrego humoru. A i szansa dla fotografa, by uchwycić zimową scenerię. Nie zawsze jest to możliwe, bo światło często jest kiepskie i zdjęcia nie wychodzą tak dobrze, jakbyśmy sobie tego życzyli. Tym razem się udało.
W roli głównej wystąpił komplet w kolorze pudrowego różu. Na szal zużyłam 4 motki, jest więc duży. Można się nim owinąć 2 razy. Szal jest bardzo miękki i ciepły, ładnie się układa. Zrobiony został klasycznym francuzem na drutach nr 7. Na czapkę potrzeby był 1 motek. Ściągacz wykonałam na drutach nr 6 ściegiem 2 o. prawe i 2 o. lewe, dalszą część czapki zrobiłam na siódemkach ściegiem francuskim.
Jak na firmowy komplet przystało, jest i firmowe logo.
Przypomnę, że Alpina posiada ładny, gruby splot, jest sprężysta i miękka. Dobrze się z niej dzierga, nitka się nie rozwarstwia. Włóczka jest przyjemna w dotyku, a wyroby z niej wykonane są ciepłe. Świetnie nadaje się na zimowe czapki, szale, kominy, grube swetry. Dzianina nie rozciąga się w wodnej kąpieli, a podczas noszenia nie mechaci się.
Parametry włóczki:
50% wełny, 50% akrylu
Motek to 100 gram / 100 metrów
Producent zaleca druty numer 6 - 7.
Z Alpiny wydziergałam już kilka dzianin. Poniżej podaję linki prowadzące do prezentacji wybranych projektów.
Witam wszystkich na moim blogu. Nazwałam go "W Harmonii", bo lubię kiedy świat wokół mnie jest uporządkowany. Przestrzeń, w której dane jest mi żyć wraz z moimi bliskimi, staram się czynić przyjazną i ciepła...
, czytaj dalej →